czwartek, 31 października 2013

gorąco, gorąco i majaki

Dziecię moje starsze w nocy majaczyło (daj mi wełnę płakał*),
rykiem siostrę obudziło i chodzi posępne i smutne.
Co najmniej chodziło - zanim wyrodna matka do pracy nie wyszła.
Dlaczego wyrodna?
Mało, że już o 11.00 od dzieci uciekła to jeszcze do wieczora nie wróci.
I mało, że jej nie ma, to jeszcze na chore dziecię nakrzyczała.
A syn zamiast sweterek naszykowany ubrać, rozebrał się i na golasa zaczął biegać po domu.
Jak każę się ubierać, tłumaczę, że się spieszę to jego raptem głowa boli i spać musi ...
Żałosny płacz prawie pięciolatka, że mama go nie kocha bo krzyczy.**


* o co chodzi z wełną? pojęcia nie mam ...
**Coś ostatnio często słyszę, że go nie kocham ...
Wystarczy, że sprzeciw wyrażę a on usta w podkówkę i "mama niedobra jest, mama synka nie kocha." **
***(pieści się jak dzidzia czasami chcąc być małym jak siostra)

wtorek, 29 października 2013

edit:

 "Głęboko pod ziemią sączą się strumienie ciemnej wody. Głęboko w ludzkiej duszy pulsują potężne strumienia tęsknoty i pragnienia, miłości, nienawiści i rozpaczy. Nikt nie zna ukrytych podziemnych wód. Nikt nie umie czytać w ukrytych myślach człowieka. Mimo to one istnieją. Złożone w najgłębszych tajnikach duszy."

Kobieta rodzi dziecko by je kochać, wychować, dać to co najlepsze ...
Dziecko rośnie, staje się indywiduum, myśli, czuje.
Matka chce dla niego jak najlepiej - wiadomo.
Nie każda jednak godzi się z tym, że to wyrośnięte dziecko, dorosła córka czy syn, kobieta czy mężczyzna sami pokierują swoim życiem. Sami dokonają wyboru.
Matka może wspomóc,doradzić, wysłuchać, pocieszyć - jednym słowem BYĆ.
Wyboru dokona dziecię.
I w momencie kiedy to zrobi matka musi się z tym pogodzić (czy jej się to podoba czy nie).
Może dalej być przy dziecku ale nie powinna potępiać.
Nie powinna na każdym kroku krytykować tego co dziecko wybrało. 
Bo życie toczy się dalej.

nie wytrzymałam ...

I zabrałam pierworodnego do domu. Za karę.
Ileż to można powtarzać w kółko na okrągło to samo?
Ileż można matkę do szału swoim płaczem doprowadzać i histerią?
No ile?
Czy to wiek, czy dziecko moje jakieś inne jest?

Zaprowadziłam do domu i wyszłam.
Został z tatą.
Porozwiązywali jakieś zadania, powycinali i młody do swojego pokoju poszedł się bawić.
Było cicho i spokojnie,
tata drzemkę walnął.
Wróciła matka z czupurkiem.
I co robiło moje samotne dziecię???
Wszystkie szafki popisało długopisem ...

poniedziałek, 28 października 2013

poniedziałek, 21 października 2013

życie bez gazu - jedziemy

Jakby to było gdyby nie było prądu?
Ano normalnie - brak komputera, telewizji nie doskwierałby mi bardzo, gdyż byłby czas na książki i inne rzeczy.
Brak światła? - w blasku świec jest bardziej nastrojowo.
Brak piekarnika, tostera, pralki i innych sprzętów -i tu zaczyna się problem.
Na szczęście nie mój.
Za to mam inny - brak gazu.

sobota, 19 października 2013

połowa za nami

weekendu oczywiście ;)
Dzisiejszy dzień zleciał szybko - bardzo szybko.
Rankiem matka lewą nogą wstała jednak do SPA się wybrała i zregenerowała bardziej niż oczekiwała.
Synek już wczoraj uciekł do babci i miał zostać do jutra jednak o 19.00 matka telefon odebrała, że dziecię chce do domku. Stęskniony, ugrzeczniony w domu dokazywać zaczął.
A, że pogoda piękna dzisiaj - iście jesienna, matka wybrała się z rodzinką na działkę grillować trochę. Dzieciaki pohasały, poszalały, w liściach się poturlały, więc mam nadzieję że noc cała przespana będzie,(dłużej niż do 6.00 rano!)
Przy okazji, odbierając synka od babci, matka piękne niebo ujrzała, a synek pytał co to za latarnia tak mocno świeci - księżyc. Szkoda że fotki nie pstryknęliśmy, w sam raz na warsztaty by była, bo te z kolei u nas kuleją. Dobrze, że coś tam tydzień temu poskrobaliśmy, jednak dziecięcego zapału, a raczej cierpliwości brak.
A najmłodsza?
Ma już 8 ząbków.
Dzisiaj pięknie imię taty (kisiek) wypowiedziała i brawo sobie biła wspólnie z nami.
I chodzi z wielkim siniakiem między oczami ...
Biedna myślałam, że noska połamała tak mi wczoraj przyfasoliła z główki chcąc na poduszkę się położyć (a raczej skoczyć) jak najbliżej śpiącej jednym okiem jeszcze mamy.
A dzisiaj do tego na podłogę padła - i znowu na nosek ...
teraz to naprawdę jak bandziorka wygląda...
(http://mlodamatkapolka.blogspot.com/2013/08/bandziorka-jedna.html)

poniedziałek, 14 października 2013

wagary cd

Tym razem o synku który matkę do szału doprowadza...

4 lata - największy łobuziak w grupie w przedszkolu.
"A co ty takiego wyrabiasz że największy łobuziak jesteś? Pani nie słuchasz?"
"No nie zawsze, ale wiesz co mamo bo my z kolegą wiemy że Pani się pająków boi to  my jej te pająki podrzucamy..."

W domu nic a nic się nie słucha - można gadać i gadać i gadać a on i tak zrobi swoje.
Żeby chociaż jeszcze zająć się czymś potrafił - a gdzież tam
Matka podłogi myje prosi by na dywanie się bawić a on lezie za matka jak by na złość.
Matka łóżko ścieli to będzie pościel ściągał i skakał na łóżko.
Nic a nic sam nie potrafi zrobić.
Jeśli się bawi to tak, że chyba w całym bloku go słychać i to już od 6 rano! jak nie i wcześniej (nie patrzę na zegarek bo jeszcze nietomna jestem;)) - a zabawy polegają na skakaniu, wrzeszczeniu i cieszeniu się nie wiadomo z czego. No i bym zapomniała - na dokuczaniu.
A zająć go czymś? Gdzież tam.
"nie chce mi się" najczęściej pada odpowiedź
Wczoraj doszło do tego że wziął walizkę i zaczął się pakować.
"Już mam Ciebie dość! Niedobra jesteś mama. Biorę siostrę i wyjeżdzamy! Jak najdalej od Ciebie. No i tatę weźmiemy bo ja kierować nie umiem"
Po chwili krzyk "mamo a siostra mi spakować się nie daje - co ja wkładam ona wyciąga!"
Pakował się pakował po czym do mnie przychodzi i oznajmia:
"Wiesz co jednak nigdzie nie jadę. Zostaję tutaj i nie myśl, że mnie się tak łatwo pozbędziesz bo ja to Cię nigdy nie opuszczę."

Czy to chłopcy maja to do siebie czy mój to ewenement?

A czupurek?
Matka na chwilę bez pampersa na nocniku zostawiła i do pierworodnego poszła - ona wstała i idzie za nami a po drodze ... kupa
Dzisiaj natomiast tak się bawić w wannie chciała (matka się kąpała a ona oczywiście przy wannie stała i co się dało do wody mi wrzucała) żeby sięgnąć do wody wygodniej wzięła się na sposób i na nocnik staje.
Matka wodę spuszczać a ona dalej sięga ... nogi w górze ujrzałam i dziecko w ostatniej chwili złapałam bo już głową w dół do wody leciało....

sobota, 12 października 2013

wagary

Matka urządziła sobie dzisiaj wagary - miała wielką ochotę pobyć z dziećmi...
Od rana matka ogniem paliła...

Zaczęli już przed 6.00
Syn wielce wyspany skakał matce nad głową.
Córka jęczała i się wierciła przez sen.
Syn słysząc ją specjalnie gadał do siebie by go usłyszała.*
Córka od razu głowę do góry podnosi i brata zaczepia.
Schodzą na podłogę i zaczynają zabawę.
I żeby choć ona była po cichu...
akurat
Dziwię się jeszcze że sąsiadki nie zareagowały.

Wstajemy, śniadanie, ubranie, zakupy i babcia.
Do zakupów była długa droga - i to z winy małego potworkowego czupurka - nie wiem o co jej chodziło...
Płacz i jęki - po co było wstawać?

O dniu nawet nie wspomne - mało nie wyszłam z siebie i do tego nic nie zrobiłam.
W połowie dnia syn walizkę zaczął pakować z tekstem że wyjeżdża jak najdalej ode mnie, razem z siostrą i tatą, gdyż jestem wredna i niedobra i go nie kocham.
Po jakimś czasie wrócił i oznajmił że jednak nigdzie nie jedzie i zostanie ze mną - do końca życia;)




*tak, tak śpimy razem**
**podobno wtedy dzieci są inteligentniejsze;)

środa, 9 października 2013

synek i łzy

Dzisiaj mój cztero - prawie pięcioletni synek narobił takiej chały w przedszkolu ze swoim rykiem że pobił wszystko.
Myślałam że zwariuję, wyjdę z siebie a on ryczy, zanosi się...

- "mamo posłuchaj (chlip chlip) a obiecaj że po mnie przyjdziesz (chlip chlip), a obiecujesz że tata przyjdzie? (chlip chlip),
- a co jak nie będzie mi smakowało jedzenie, a co jak Pani na mnie nakrzyczy, a co jak nie będzie mi się chciało spać a co jak ..." brakło pytań więc zaczynamy od nowa
płacz "mamo, mamo a kiedy po mnie taka przyjdzie, a na pewno?"
płacz "mamo mamo poczekaj!"
- "no o co znowu chodzi?" (matka cała się zanosi z nerwów, spocona zgrzana, czupurek biega po całym przedszkolu a ten ryczy jak dziki)
- "muszę się wypłakać..."

niedziela, 6 października 2013

jesiennie

Matka dość rzadko na blogu się pojawia i nie ma na to wytłumaczenia.
Na początek więc informacja iż matka wraz ze swoimi dziećmi dołączyła do projektu

Przynajmniej pewność że w ciągu najbliższych miesięcy co najmniej po razie będzie wpis;) Nie wiem jak podołam z warsztatami ale spróbujemy. Liczymy na dobrą zabawę - oby tylko dziatwa chciała współpracować;)

Kolejna - telefon został odnaleziony, dlatego też od razu na spacer wyruszyliśmy zdjęć napstrykać;) Pogoda dopisała w ten weekend dlatego odbył się on u nas spacerowo. Dzieci się wybiegały, malutka nawet spanie zaliczyła na świeżym powietrzu więc matka zadowolona. Szkoda tylko że nosami ciągają z lekka. Miejmy nadzieję jednak że szybko przejdzie;)

Co więcej?

Synka przedszkolanka chwaliła że bystry chłopak jako jedyni (on i jeszcze jakiś chłopiec) z grupy szybko i dobrze zadanie rozwiązali. Polegało na dodaniu jeden do dwóch z tego co przedszkolanka mówiła. Ponadto odpowiedź w wierszyku jakimś była. No i dzieci miały problem a on nie - matka dumna, chociaż wie że syn do 15 bezbłędnie liczyć umie - no może nie dodawać, ale policzy (zwłaszcza stojąc w kącie;))
Jednak z prowadzania i zostawiania przedszkolaka w placówce to matka już dumna nie jest. Raczej ma ochotę zapaść się pod ziemię jak syn po raz tysięczny ze łzami w oczach mówi miłego dnia i papa i tylko myśli co by wymyślić by matkę jeszcze chwilę zatrzymać. A matka poci sie i denerwuje. Czupurek gania po całym przedszkolu i dzieci zaczepia a syn płacze...
Żeby tego było mało to przecież on ma powody do płaczu, a jak.
Jakie? Różne.
Najbardziej powalający na nogi?
"No bo Pani dzisiaj lizaki będzie dawała a ja się boję że go nie pogryzę. Powiedz Pani że ja lizaków nie lubię, dobrze?"
Żeby nie było - lizaki jadał i lizał bez problemu. Nie jakoś często ale jadał - a tu raptem ... ręce opadają.

A czupurek? Rozkoszna pocieszka, która dobrze wie czego chce i chodzi własnymi drogami;) Nie da sobie na przyszłośc w kaszę dmuchać;) ulepszona wersja mamy hehe
W przedszkolu się nie krępuje, do dzieci lgnie, na widok bobasa "dada!" krzyczy z zachwytem w głosie az bębenki moga popękać;) Jak czegoś nie chce nie da sobie wcisnąć - kręci głową nie i koniec. Biega, zaczepia, rozwesela - ale i swoje potrafi pokazać - chociaż muszę powiedzieć że jak na razie rzadko;) Książeczki czytała by na okrągło. Nosi tylko do mnie i na kolanka się wdrapuje by z nią oglądać i jej czytać (oczywiście jak najszybciej bo długo nie usiedzi). Rysować lubi (dajemy jej tablicę magnetyczną, za kredki się łapie ale głównie po to by je jeść - nie wiem co w nich smacznego). Apetyt ma dobry, a z rana wiecznie jest "wygłodniała" po prostu i nie może się doczekać aż kaszę ugotuję. Od razu łyżeczkę w rękę i jeść chce - szczegół że jeszcze gorące. Za to w sklepie jest niemożliwa (synek taki nie był - w ogóle był spokojniejszy, teraz nieźle daje popalić;)) - wszystko by ściągała z półek i przekładała. No i ziemniaki - zawsze chce mi podawać, nawet w sklepie ostatnio do worka mi wrzucała (pozwoliłam, byłyśmy bez wózka po kilka ziemniaczków do zupy;)). Teraz śpi a synek wywraca się przeżywając jutrzejsze przedszkole ;)

Z cyklu "jesiennie"